
Ogólne głupienie i infantylizacja „mas inteligenckich” to procesy społeczne, kulturowe i obyczajowe istniejące już pod koniec XIX wieku (choć wtedy jeszcze nie nachalnie), a pisał o tym m.in. Dominic Strinati we „Wprowadzeniu do kultury popularnej”. Obecnie są procesami zdecydowanie nachalnymi, dominującymi i natrętnymi (o czym celnie ponad 100 lat temu prawił niejaki Szymek z Budziejowic – „Nachalne są te kurwy i zuchwałe”). Można by zaryzykować tezę, że „masy inteligenckie” opozycji zdają się być ofiarami presji demiurgów, którzy jakieś 30 lat temu mianowali się sprzedającymi bilety do sali z napisem „elita”. Wystarczy przejrzeć „intelektualną” produkcję „Gazety Wyborczej” czy TVN.
Do infantylizacji i głupienia (w sensie społecznym, kulturowym czy obyczajowym) dochodzi taki krytyczny czynnik, jak obniżanie poziomu inteligencji. Zdecydowanie pogłębia się proces „ucieczki od inteligencji” (taki odpowiednik „ucieczki od wolności” u Ericha Fromma), przy czym ów proces ma charakter zarówno społeczny jak i biologiczny.
Przez ostatnie kilkadziesiąt lat świat nauki twierdził, że powszechny jest tzw. efekt Flynna. W 1987 r. nowozelandzki filozof i psycholog James Flynn, na podstawie badań 14 grup narodowościowych stwierdził, że w ostatnich 50 latach (do czasu opublikowania badań) iloraz inteligencji w kręgu kultury zachodniej, mierzony standardowymi testami psychologicznymi, wzrósł o około 15 punktów. Z powodu zmian kulturowych, edukacyjnych, sposobu żywienia, zmniejszenia liczby dzieci w rodzinach, lepszej opieki medycznej. Przeciętnie inteligencja populacji miała rosnąć o 3 punkty na dekadę. Efekt Flynna miał być skutkiem wzrostu zdolności analitycznych, powszechności rozwiązywania testów, także tych na inteligencję.
Obecnie wielu naukowców uważa, że albo efekt Flynna wygasł, albo został stłumiony i odwrócony przez procesy negatywnie wpływające na inteligencję. I różne nowe dane, przede wszystkim norweskiego Centrum Badań Ekonomicznych Ragnara Frischa, dowodzą, że od początku lat 70. XX wieku średni poziom inteligencji maleje.
Zespół Frischa analizowali wyniki 730 tys. testów IQ osób powoływanych w latach 1970–2009 do wojska. I okazało się, że IQ zmniejsza się – o 7 punktów na pokolenie. Mniej reprezentatywne badania amerykańskie (w University of Hartford w stanie Connecticut, opublikowane w 2014 r.) prognozowały, że od roku 1950 do 2020 IQ spadnie o około 3,5 punktu. Prof. Jan te Nijenhuis, psycholog z Uniwersytetu w Amsterdamie, dowodził, że od czasów wiktoriańskich średni poziom inteligencji spadł o 14 punktów w testach IQ. Z badań Ross University Medical School w Bridgetown na Barbadosie wynikało z kolei, że IQ spada o 8 punktów na pokolenie. Zamiast efektu Flynna mielibyśmy zatem do czynienia raczej z „syndromem głupola”.
Nie chcę krakać, ale w 2025 r. może być już tak, że tzw. „masy inteligenckie” zgromadzą o wiele więcej głupoli niż inteligentów. Postępowa nauka (oczywiście to oksymoron) nie tylko nie chce tego przyjąć do wiadomości, ale mści się na głosicielach podobnych tez. Oto psycholog prof. Richard Lynn, związany z University of Ulster w Coleraine w Irlandii Północnej, został pozbawiony funkcji z powodu oskarżeń o rasizm w związku z jego badaniami inteligencji różnych grup i ras. A jego badania dowodziły, że spadek IQ jest związany ze stopniowym pogarszaniem się potencjału genetycznego. Równie „rasistowskie” wnioski wyciągnął prof. Gerald Crabtree z Uniwersytetu Stanforda.
„Postępowa nauka” uważa, iż lepiej uznać jakieś wyniki za rasizm niż się nad nimi poważnie zastanowić. A mamy poważne dowody na to, że skoro, za nasze zdolności poznawcze odpowiadają tysiące genów, to jeśli choćby w jednym z nich doszło do mutacji, to musi mieć to wpływ na cały potencjał intelektualny i wspierającą go emocjonalną stabilność. Poza tym z powodu rozwoju medycyny i opieki gorsze geny bynajmniej nie są eliminowane z puli. Prof. Crabtree twierdzi wręcz, że gdyby przenieść w nasze czasy przeciętnego obywatela Aten, żyjącego między 1000. a 500. rokiem p.n.e., szybko stałby się jednym z najzdolniejszych i intelektualnie biegłych nie tylko obywateli ale i naukowców.
Wiele wskazuje na to, że „masy inteligenckie” opozycji nadążają za duchem czasu oraz genetyczna pulą współczesności. Dlatego zamiast znaleźć sposób na zmądrzenie poprzez pracę czy generalnie wysiłek na tym polu, czekają na wyzwolenie przez jakiegoś proroka. Jeśli spełni on swoją funkcję, ich mózgi (rozum) wręcz eksplodują nowymi ideami i rozwiązaniami. Wystarczy poczekać. Wyzwolenie sprawi, że „masy inteligenckie” otrzymają „Nowy Rozum”, choć ten stary nie wydawał się w ogóle nadmiernie zużyty, a nawet sprawia wrażenie nieużywanego. Niech zatem czekają. W końcu nasze Słońce wykończy wszystkie swoje planety, w tym Ziemię, dopiero za jakieś 4-5 miliardów lat. Powodzenia!”
